Piąta edycja „Festiwalu czytania ” to już historia. W tym roku jak zwykle do Szczecina oraz do Książnicy Pomorskiej, która jest organizatorem imprezy  zawitał gwiazdozbiór polskiego teatru i filmu z Anną Seniuk i  Krzysztofem Kowalewskim na czele. W Szczecinie i w regionie pojawili się też krytycy literaccy, znakomici lektorzy, twórcy telewizyjni i wszyscy ci dla których czytanie, piękna, polszczyzna i książka są narzędziami pracy. Emocje festiwalowe opadły, zatem czas na refleksje. Swoimi spostrzeżeniami  na temat  imprezy  podzielił się z nami Michał Ogórek -  dziennikarz, felietonista, prezenter telewizyjny, satyryk i krytyk filmowy, który brał udział w festiwalu.

Z Michałem Ogórkiem rozmawiał Andrzej Wiśniewski

Poprzez „Festiwal Czytania” od paru lat w Szczecinie próbuje się zaszczepiać czynny kontakt z książką. Czy poza naszym miastem tak impreza w Polsce się odbywa ?

Jak do tej pory o takiej imprezie nigdzie poza Szczecinem nie słyszałem. Oczywiście w Polsce  książki przez aktorów czy też celebrytów są czytane publicznie, jednak są to działania jednorazowe. Bywa też tak, że pod groźbą nagany udzielonej przez burmistrza  urzędnicy miejscy „biorą” udział w publicznym czytaniu książek Tak konsekwentnie prowadzona impreza związana z czytaniem publicznym dla dorosłych i dla dzieci  organizowana jest tylko w Szczecinie. Co jest istotne! W Szczecinie podczas „Festiwalu Czytania” ludzie doskonale się bawią. Wszystko ma tu charakter spotkań z fajnymi ludźmi, ciekawymi książkami, interesującymi wydarzeniami.

Przyjazd do Szczecina tak znanych  twarzy z ekranu  filmowego, telewizyjnego czy też sceny teatralnej to tylko kolejne miejsce gdzie mogą zarobić pieniądze.  A może jest  to też chęć spotkania się z widzami, odbiorcami  sztuki, którą co dzień uprawiają?

Wiadomo, muszą zarabiać pieniądze i za darmo pewnie by nie przyjechali. Myślę jednak, że przyjeżdżają w miejsce gdzie się dzieje coś fajnego, niekonwencjonalnego. Przyjeżdżają w miejsca gdzie przy okazji czytania książek spotykają się  ze swoimi fanami, mogą ich zobaczyć, popatrzeć na ich reakcje. Kolejna sprawa to, to że po prostu kinomani mogą stanąć twarzą w twarz ze swoją ulubioną gwiazdą  zatem - zadowolone są chyba obie strony.

Na widowni festiwalowej pojawiło się niewielu  wielu młodych ludzi. Kilka szkół to chyba przyszło na zasadzie lekkiego przymusu pani polonistki ?

Nie podzielam do końca Pana opinii. Oczywiście, że przeważają ludzie dojrzali ale na moim spotkaniu o PRL-u było sporo młodych ludzi. Dla nich  to oczywiście odległa historia ale młodych było sporo a i na widowni podczas czytania zauważyłem wiele młodych twarzy.

Na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej książek. Każdy, kto ma trochę więcej pieniędzy może książką napisać. Czy to nie jest niepokojące zjawisko?

Niestety  książki pisze wiele osób, Pisza co chcą i jak chcą. W wydawnictwach ma już  redaktorów lub też jest ich niewielu, którzy do książek wiele wnosili. Chce zauważyć, że w wielu współczesnych książkach korekta jest bardzo delikatna lub też jej nie ma. Kiedyś pisarze dyskutowali z redaktorem,  wykłócali się o słowo i z tego „fermentu” powstawało dzieło satysfakcjonujące czytelników, autora, redaktora oraz wydawnictwo. Zatem, taka „wolna amerykanka” wydawnicza do niczego dobrego nie prowadzi. Wydaje mi się, że tego zjawiska nie da się zatrzymać. Wydawnictwa muszą żyć, zatem nie wiem w jaką stronę to pójdzie. Komercja  powala.

 DSC0342

Foto Andrzej Wiśniewski