Maestro Nosewicz i swing

–             Niemiecki pisarz Theodor Fontane napisał kiedyś, że trzeba słuchać muzyki życia. Większość słucha tylko dysonansów. W Nowym Roku życzę Państwu, by w zabieganej codzienności tych dysonansów było jak najmniej, byście Państwo wsłuchiwali się w dobre dźwięki, które niesie życie. Życzę by pozytywne myśli i energia zawsze towarzyszyły Państwu i pomagały w realizacji wszelkich zamierzeń – mówiła dyrektor Filharmonii w Szczecinie Dorota Serwa składając noworoczne życzenia publiczności podczas koncertu, który odbył się w ostatnim dniu starego roku. Widzowie wypełnili złotą salę niemal do ostatniego miejsca, a zespół oraz warszawskie gwiazdy zaproponowały koncert pt. „Magia lat dwudziestych”.

              Na jego program złożyły się utwory polskich kompozytorów i autorów tekstów lat dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku m.in. Henryka Warsa, Juliana Tuwima, Mariana Hemara, znane z przedwojennych polskich filmów oraz (w drugiej części) popularne utwory amerykańskich twórców epoki swingu autorstwa takich indywidualności jak Duke Ellington, Jerome Kern, Cole Porter czy Georg Gershwin. Wszystkie utwory wykonane były w aranżacji Daniela Nosewicza. To pierwsza wielka gwiazda tego koncertu. Dyrygent, kompozytor, aranżer i gitarzysta wraz ze swoja sekcją rytmiczną i dętą oraz orkiestrą Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie zaprezentowali znane utwory, ale bardzo nowocześnie i atrakcyjnie zaaranżowane, co pozwoliło zaprezentować umiejętności wykonawcze nie tylko muzykom instrumentalistom, ale także aktorom i piosenkarzom, którzy je śpiewali. Wśród czwórki wykonawców (Zofia Nowakowska, Sylwia Różycka, Jakub Szydłowski i  Rafał Drozd) zdecydowanie palmę pierwszeństwa trzeba przyznać Zofii Nowakowskiej. Aktorka teatralna i musicalowa, współpracująca od lat z Teatrem „Buffo” i Roma, grająca zarówno mniejsze jak i główne role w ich spektaklach, pokazała ogromna skalę  możliwości wokalnych, obycie sceniczne, wielką kulturę muzyczną oraz niekwestionowaną urodę naturalną i sceniczną. Bez względu na to czy śpiewała w duecie czy solo, szczecińska publiczność nagradzała ją długimi brawami. Jej wykonanie „Ower the Rainbow”, hitu znanego z filmu „Czarownik z Krainy Oz” bez kompleksów można postawić obok najbardziej znanej wersji hollywoodzkiej gwiazdy Judy Garland. Pozostali wykonawcy: Rafał  Drozd i Jakub Szydłowski także związani ze stołecznymi „Buffo” i Romą oraz Sylwia Różycka związana z Teatrem Polskim,  bawili publiczność własnymi interpretacjami zarówno polskich muzycznych  międzywojennych standardów jak też amerykańskich utworów musicalowych. Koncert był przygotowany i wykonany bardzo starannie. Artyści wykazali się dużymi umiejętnościami, publiczność podrygująca w krzesłach, autentycznie unoszona rytmami płynącymi ze sceny, została „dopieszczona” zarówno życzeniami pani dyrektor, jak i kieliszkiem szampana w czasie przerwy. Dyrekcji, pomysłodawcom i wykonawcom koncertu  należą się ogromne brawa (jakie  na końcu otrzymali).

    Jest tylko jeden dysonans, o którym należy wspomnieć, po to, by już nigdy nie wydarzył się  w naszej filharmonii - konferansjerka, a właściwie jej brak. Drukowany program nie zawierał nazwiska jej autora. Te kilkadziesiąt zdań wypowiadanych (niejednokrotnie z błędami) przez wykonawców, pospiesznie między utworami,  chyba na miano konferansjerki nie zasługują, bowiem treści edukacyjne z Wikipedii przeplatały się tam ze swojskimi  żartami. Poza wszystkim (konstrukcja spektaklu i jego dramaturgia), to dobry obyczaj nie pozwala wykonawcom zapowiadać ze sceny własnych numerów, bo po prostu nie wszyscy to potrafią, a widz chciałby posłuchać dobrze przygotowanej, inteligentnej i profesjonalnie wykonanej konferansjerki. Tak więc spuszczając zasłonę milczenia na ten małomiasteczkowy incydent, należy z całą powagą i mocą życzyć w nowym 2018 roku melomanom i dyrekcji szczecińskiej filharmonii tak wspaniałych koncertów jak ten sylwestrowy.                          

Tekst i foto: Helena Kwiatkowska