Święto kawy

„Siadywałem na zewnątrz kawiarni «U Floriana» – wspominał narrator Autografów Jeffreya Asperna Henry’ego Jamesa – zajadając lody, słuchając muzyki i gwarząc ze znajomymi. Podróżnicy pewnie pamiętają ten rój stolików i krzesełek, który jak cypel do jeziora ciągnie się aż do gładkiej Piazza. W letni wieczór cały ten dziedziniec pod gwiazdami, wszystkie lampy, głosy, szelest kroków po marmurze (jedyne dźwięki dochodzące spod arkad, które go okalają), przypomina traktiernię pod gołym niebem, gdzie gość może się uraczyć chłodzącymi napojami i czymś jeszcze wyborniejszym – może smakować dojmu-jące wrażenia odebrane w ciągu dnia”.

Fot. 02

Gwoli kronikarskiego obowiązku podać należy, że na placu Świętego Marka w Wenecji mieszczą się trzy, bardzo sławne kawiarnie. Są to wspomniany Florian, Quadri i Lavena. Ta ostatnia słynie z najlepiej parzonej kawy, ale to ta pierwsza jest najbardziej wytworną z całej trójki i – dodajmy – najstarszą włoską kafejką, bo działa od prawie trzystu lat (prawie, bo otwarto ją 29 grudnia 1720 roku, w Europie starsza jest tylko paryska Cafe Procope). Swoją działalność rozpoczęła pod nazwą Alla Venezia Trionfante, jednak wkrótce bardziej była znana jako Caffe Florian od imienia właściciela lokalu Floriano Francesconi. To ona uważana jest za jeden z symboli miasta.

Fot. 03

Dzisiaj małe, przytulne i pięknie zdobione pokoje z widokiem na plac św. Marka pełne są turystów, nie miejscowych. Dlaczego? Menu jest krótkie, a ceny bardzo wysokie – espresso 6 euro, cafe americano – 10 euro (a może już więcej, bo byłem tam trzy lata temu). Dodatkowo na wysokość końcowego rachunku wpływa fakt, że zamiast typowego i obowiązkowego copperto w wysokości 2 euro za osobę lub stolik lokal dolicza 6 euro za osobę, za możliwość posłuchania orkiestry, która pogrywa na podeście przed lokalem. To akurat żadne novum, bo o czymś podobnym wspominał jeden z najpłodniejszych powieściopisarzy świata:

„Naprzeciw najsławniejszej «Cafe Florian» – wspominał Józef Ignacy Kraszewski, pisarz, publicysta, wydawca, historyk w jednej osobie – wpośród mnóstwa zajętych i próżnych krzesełek, jakaś panienka i mężczyzna z towarzyszeniem kilku instrumentów śpiewali duet z taką maestrią i śmiałością, z takim ochoczym zacięciem, że i nas przywabili. Głos nie był zbyt świeży ani bardzo piękny, ale ile życia i brawury! Jeszcze zamyślony stałem oparłszy się o poręcz krzesełka, gdy duo nagle się skończyło, a śpiewaczka jednym rzutem oka upatrzywszy cudzoziemców, którzy przez nieświadomość miejscowych zwyczajów mogli sobie powędrować nie zapłaciwszy per la musica, szybko przybiegła ku nam z miseczką. Musieliśmy na nią rzucić po pół cwancygiera, miejscowi zbywali się mniejszym daleko datkiem”.

Fot. 04 

Warto wstąpić na chwilę do tych zabytkowych kawiarni, by móc rozkoszować się filiżanką włoskiej kawy i poczuć klimat dawnych czasów. Kawiarnie bowiem zachowały w większości swój dawny blask. Zachwyci was elegancka sztukateria, ściany wyłożone czerwonym adamaszkiem czy pozłacane lustra. Te zabytkowe kawiarnie to kwintesencja elegancji. Duży rozgłos lokalowi przysporzył również fakt, że „Florian” był jedyną kawiarnią w tamtych czasach, która nie zamykała swoich drzwi przed kobietami.

Fot. 05

Tradycyjnie Florian był ulubionym miejscem spotkań ludzi pióra – lista gości to swoiste who is who światowej literatury. Tutaj Marie-Henri Beyle, znany lepiej jako Stendhal dowiedział się o klęsce Napoleona pod Waterloo. Zaglądali tutaj przybyli z Francji Chateaubriand, Rousseau, Marcel Proust i George Sand, Madame de Staël, Alfred de Musset i bracia Goncourt; a z Anglii – Lord Byron i Charles Dickens. Bywali tu Goethe i Tomasz Mann, nie mówiąc o wszędobylskim Erneście Hemingwayu, a w 2017 roku niejakim… Jarosławie Molendzie, który w ten sposób uczcił Dzień Kawy. Niestety, jej smak popsuł nieco rachunek w wysokości 16 euro za filiżankę czarnego nektaru.... Ale raz w roku chyba można zaszaleć…

Tekst i zdjęcia:
Jarosław Molenda