Co roku Chiński Nowy Rok wypada w innym terminie – w tym roku to 12 lutego. Kalendarz chiński używany jest, obok gregoriańskiego, między innymi w Japonii, na Tajwanie i oczywiście, w swojej ojczyźnie. Składa się z 12. miesięcy liczących 29 lub 30 dni. Żeby rachubę pogodzić z rytmem słonecznym, dodaje się co pewien czas dodatkowy miesiąc. Lata oznaczane są przez nazwy zwierząt, powtarzające się w jednakowej kolejności co 12 lat. Są to: szczur, bawół, tygrys, królik, smok, wąż, koń, koza (lub owca, bo i taką wersję znalazłem), małpa, kogut, pies i świnia.

 

Fot. 02

 

Nowy Rok to dzień triumfu porządku nad bezładem, Dobra nad Złem. Demony umykają wtedy przed blaskiem i hałasem, dlatego świecą się latarnie, lampiony, płoną pochodnie i świece. Ogromne neony świecą nad kilkudziesięciometrowymi przepaściami ulic. Milionami światełek jarzą się wszystkie drzewa, krzewy, najmniejsze krzaczki. Drobna sieć miniaturowych lampek oplatała gęsto wiecznie zielone liście i małe drzewka pomarańczowe – tutejsze choinki.

 

Fot. 03 2

 

Chińczycy świętują dłużej niż my, bo aż dwa tygodnie! Już tydzień wcześniej Chińczycy wysyłają bóstwa domowe do nieba, gdzie mają zdać relację z rocznych postępków całej rodziny. Posmarowanie bożkowi ust miodem zapewnia podobno powodzenie – niebiańska biurokracja otrzyma tylko przychylne raporty. Tradycją jest też ozdabianie drzwi wejściowych okolicznościowymi malowidłami nian hua, które mają zapewnić pomyślność. Inna rzecz, że coraz rzadziej można je zobaczyć w dużych miastach. To raczej zwyczaj kultywowany na prowincji.

 

Fot. 04 2

 

Za to nad chyba wszystkimi drzwiami do domów – zwłaszcza, gdy lekko zawieje wiatr – turkoczą czerwone, noworoczne flagi i wstęgi z pracowicie malowanymi ideogramami. Sentencje Konfucjusza i Mencjusza, Lao-tse i Buddy mają równe prawa. Powinny przynieść szczęście, a przynajmniej przypominać o odwiecznych regułach, których przestrzeganie zapewnia życiowe powodzenie. Kungsi Fats’ai – Happy New Year, głoszą napisy skierowane do konfucjanistów, buddystów i taoistów.


Jarosław Molenda