bohaterowie spotkania KOR, od lewej: Mirosław Witkowski, Marek Adamkiewicz, Józef Gawłowicz, Michał Paziewski

W przygnębiającej rzeczywistości lat 70. i 80. było miejsce na romantykę. - Dzięki ludziom, którzy wypracowali program oporu bez przemocy, tworzyło się społeczeństwo obywatelskie - tak o latach działalności Komitetu Obrony Robotników mówił były opozycjonista, historyk dr Michał Paziewski. Tematem środowego spotkania Stowarzyszenia Dziennikarzy RP „Pomorze Zachodnie” była "Romantyka Komitetu Obrony Robotników", który obchodzi 40 rocznicę powstania.

W cyklu „Spotkania przy kominku” w sali kameralnej Szczecińskiego Inkubatora Kultury w dyskusji udział wzięli zachodniopomorscy korowcy. Poprzedził ją pokaz filmu dokumentalnego „Piosenka z kluczem” w reżyserii Ewy Szprynger. Ten poruszający dokument mówił o narodzinach działalności KOR-u po represjach radomskich robotników. W 1976 r. zaprotestowali oni na ulicach przeciw radykalnym podwyżkom cen żywności.

KOR, nazywany dziś opozycją przedsierpniową, gromadził wokół siebie ludzi różnych środowisk: zwykle młodych z ideałami, hartem ducha, wrażliwością i odwagą. Wspierali oni represjonowanych organizując: zbiórki pieniędzy dla żon i matek aresztowanych, porady prawne oraz wsparcie psychiczne. W ten sposób korowcy sami stawali się przedmiotem zainteresowania oraz represji UB i milicji.

Spotkanie z bohaterami tamtych czasów poprowadziły Anna Kolmer, przewodnicząca SDRP "Pomorze Zachodnie" i Małgorzata Furga.

- Byliśmy impregnowani. Teksty do drugoobiegowych gazetek pisaliśmy pod nazwiskiem, ale wydawcy i kolporterzy byli utajnieni. W latach siedemdziesiątych czytałem "Dzienniki" Gombrowicza, "Archipelag Gułag" Sołżenicyna i Kulturę Paryską, ale nigdy nie pytałem, skąd to jest - wspominał dr Michał Paziewski, przed Sierpniem ’80 współpracownik „Biuletynu Informacyjnego” Komitetu Samoobrony Społecznej „KOR”, po Sierpniu ’80 redaktor tygodnika „Jedność”, w stanie wojennym redaktor pisma „Grot”, organu stoczniowej „Solidarności”, miesięcznika społecznego „Obraz”, podczas strajku w sierpniu 1988 roku w Porcie „Biuletynu Solidarności”.

Po latach wyjaśniło się, że część drugoobiegowej literatury znalazło się w Szczecinie dzięki kpt. ż. w. Józefowi Gawłowiczowi. Przez ponad ćwierć wieku przemycił on do Polski ponad półtora tony wydawnictw emigracyjnych, głównie Instytutu Literackiego w Paryżu. - Do Maisons-Laffitte wchodziło się jak do Sezamu: Gombrowicz, Miłosz, Kisielewski, Sołżenicyn. Na statku mieliśmy bibliotekę, gdzie na półce fachowej literatury było sześć sztuk, a na dole w sejfie kapitańskim Kultura Paryska - interesująco opowiadał kapitan. - Kiedy przypływałem na Nawigatorze, bałem się, że z Wałów Chrobrego mnie obserwują. Zawsze wiozłem jedną, dwie kilogramowe paczki i tak przez 26 lat. Na początku Jerzy Giedroyć mówił: "Jak wpadniesz, powiedz, że w parku znalazłeś". Niektórzy wpadali po 2-3 latach, ale ja miałem chyba chody u Najwyższego.

Kapitan przyznał, że Kulturę i biuletyny przewoził też w puszkach z napisem "Mielonka mięsna", przekazywał powielacz szwedzkiemu wydawcy, spotykał się z korespondentem Wolnej Europy w Holandii. O Jerzym Giedroyciu powiedział: - Nie publikował rzeczy słabych, miał niesamowite wyczucie do dobrej literatury.

Działalność KOR-u swoimi nazwiskami uwierzytelniały wybitne osobowości ze świata: kultury, literatury, nauki, opozycjoniści. Mówił o tym podczas spotkania Mirosław Witkowski, współtwórca Komitetu Założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych Pomorza Zachodniego, redaktor „Robotnika Szczecińskiego”, gryfińskiego pisma „Krawędź”, kwartalnika „Pismo Ruchu Wolność i Pokój”, wydawca artzinów „Garaż” i „Skafander”: - W radiu Wolna Europa usłyszałem numer telefonu do Jacka Kuronia i pojechałem do niego, tak zaczęła się moja działalność - opowiadał. - Ten numer pamiętam do dzisiaj, bo wszyscy w razie aresztowania mieliśmy mówić: "Nie jestem kryminalistą, proszę dzwonić pod numer 39 39 64".

Pamięta go również Marek Adamkiewicz, przed Sierpniem ’80 rzecznik Studenckiego Komitetu „Solidarności” na Uniwersytecie Wrocławskim, po Sierpniu ’80 założyciel Niezależnego Zrzeszenia Studentów w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Szczecinie, w stanie wojennym współtwórca Akademickiego Ruchu Oporu, lider Ruchu „Wolność i Pokój”. - We Wrocławiu zaangażowałem się w SKS (Studencki Komitet Solidarności), później KOR. Włączyłem się w protest etyczny przeciwko zabójstwie w Krakowie studenta Staszka Pyjasa i kiedy pewnego razu ubecy wpadli na nasze spotkanie do jednego z mieszkań, Antonina Krzysztoń złapała za słuchawkę i przebieg zdarzeń relacjonowała Kuroniowi na żywo - mówił.

Spotkania z przedstawicielami wolnej elity podtrzymywały na duchu. Byli wśród nich: Stefan Kisielewski, Jerzy Andrzejewski, Marek Edelman, Adam Michnik i wiele innych osobowości. Działał też Latający Uniwersytet. - Kiedy już po sierpniu, gdy powstał NZS, Barańczak, czy Kisielewski przyjeżdżali do Szczecina, wypełniały się całe aule. Kuroń kilkakrotnie się wybierał, ale zawsze go zatrzymywali. Raz udało mu się dotrzeć, lecz przed spotkaniem wyprowadzono go w kajdankach. Te środowiska cieszyły się wielką estymą, a nas to nobilitowało - opowiadał dr Paziewski.

Zdarzało się, że przypadkowi ludzie im pomagali. Mirosław Witkowski, wracając z Warszawy z bibułą pociągiem, pokazał konduktorowi co przewozi. Poprosił o zatrzymanie pociągu przed dworcem głównym. Udało się, wyszedł, a na dworcu była obława. Podczas spotkania działacze KOR-u nie mówili o heroizmie i poświęceniu, lecz bardziej o zaangażowaniu emocjonalnym. Dla nich ta niebezpieczna działalność była naturalnym ludzkim odruchem. Przyznali, że stanowiła ona przyczynek do późniejszego powstania Solidarności.

Tekst: Elżbieta KUBERA
Zdjęcia: Andrzej WIŚNIEWSKI