Profesor Przemysław Nowacki oraz prowadzące benefis - red. Anna Kolmer i red. Helena Kwiatkowska

Sala Herberta w Książnicy Pomorskiej wypełniona, choć to deszczowy, piątkowy wieczór a nadto czas epidemicznie niekorzystny. Prof. Przemysław Nowacki, neurolog i neuropatolog mówi, że z upływem lat docenia znaczenia trwałej, kilkudziesięcioletniej przyjaźni. Podkreśla, że wielkim dlań szczęściem jest móc to szczere wyznać. Wskazuje na zdjęcie z zespołem Katedry i Kliniki Neurologii PUM. - Bez nich by tu mnie nie było.

Pochodzi z Bydgoszczy. Szczecinianin od 1968 roku. Z własnego wyboru. - Kim chcesz być? Nie wiedziałem w okresie, gdy padają takie pytania. Nie pochodzę z lekarskiej rodziny. Mama powiedziała żebym poszedł na medycynę - i poszedłem. Początkowo mieszkałem na stancji. Płaciłem za nią korepetycjami. Mocno doświadczyłem znaczenia chińskiego życzenia: obyś cudze dzieci… Szybko uświadomiłem sobie, że jestem całkowicie za siebie odpowiedzialny, A było niełatwo. Wielkim szczęściem stawało zdobycie skryptu, choćby trudnej do odczytania siódmej kopii. Teraz młodzi mają tyle możliwości i źródeł, że nie wiedzą co wybrać. Dostęp do pomocy naukowych poprawił mi się zdecydowanie, gdy udało się zamieszkać w akademiku przy ulicy Grudziądzkiej.

Red. Anna Kolmer i red. Helena Kwiatkowska, prowadzące benefis Profesora, zorganizowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy RP Pomorze Zachodnie i Książnicę Pomorską, zadają kolejne pytania. - Czy byłbym lekarzem gdybym mógł jeszcze raz wybierać? Tak. A czy zostałbym neurologiem? Tu bym się nieco wahał. W ostatnich latach jest niewiarygodnie wielki postęp w tej dziedzinie. Żałuję, iż mój czas się kończy. Na pewno jeszcze raz chciałbym zostać neuropatologiem.

Maria, żona profesora jest diabetologiem. Szybko zrobiła doktorat, habilitację w Klinice Nefrologii PUM. W ślady rodziców poszedł syn Adam – specjalista z chirurgii ogólnej i naczyniowej. Pomaganie pacjentom sprawia mu dużo satysfakcji. Starszy syn Szymon jest historykiem. Szczególnie zajmują go archiwalia. Lubi słuchać jak rodzice mówią o medycynie. Podziwia ich. Przy rodzinnych spotkaniach w dyskusjach dominują tematy medyczne. Piotrek, wnuczek zdecydowanie stwierdza: będę lekarzem.

- Przyszłą żonę poznałem na ćwiczeniach z anatomii prawidłowej, w prosektorium. Na pierwszy spacer poszliśmy po egzaminie z tego przedmiotu. Studiowaliśmy solidnie. Zdobyliśmy dyplomy z wyróżnieniem. Jesteśmy ze sobą 45 lat. Szybko minęło… A wybór specjalizacji? Szczęśliwe zbiegi okoliczności, inspiracje profesorów Fryze, Jaremy i Kulczyckiego – moich mistrzów, także w podejściu do pacjenta. Neurologia była fascynująca w podręcznikach, ezoteryczna. „Najwspanialszym tworem na świecie jest mózg”. Oglądanie mózgu pod mikroskopem dostarcza nadzwyczajnych doznań.

Prof. P. Nowacki w latach 2005-2012 był rektorem. To wielkie wyróżnienie w środowisku uczelnianym. Zanim odpowiedział na pytanie dotyczące rektorskich kadencji, powrócił do swych słów o znaczeniu dobrego zespołu. - I w tym przypadku miałem szczęście. Na Rybackiej „urzędowałem” szesnaście lat, najpierw jako dziekan Wydziału Lekarskiego, potem prorektor ds. dydaktyki i rektor. Na czas mojego kierowania uczelnią przypadł ustawowy obowiązek zmiany jej nazwy. Wszystkie publiczne uczelnie zmieniły się w uniwersytety. Sprostaliśmy ustalonym kryteriom. Było niemało osób, które z sentymentalnych powodów wolały PAM a nie PUM. Dziś chyba dla wszystkich tamte przemiany jawią się jako bardzo ważne dla naszej uczelni, jej rozwoju i rangi. Wiem, że nie sposób być jednocześnie świetnym naukowcem, dydaktykiem i lekarzem. Trzeba się na coś zdecydować. Toteż nie mogę powiedzieć, że uprawiam naukę na najwyższym poziomie. Trochę stoję z boku i przysłuchuję się temu, co w zespole mówi średnie pokolenie - arcymistrzowie i młodzi – zdolni i już dobrzy w swej profesji. Mają talent i go uszlachetniają.

Swoje zawodowe zainteresowania koncentruje wokół czynników ryzyka chorób naczyniowych mózgu i leczenia chorych dotkniętych udarem, neuropatologii stwardnienia rozsianego oraz diagnostyki neuropatologicznej guzów ośrodkowego układu nerwowego. Pozamedyczne fascynacje? Od ponad ćwierćwiecza fotografia, acz początki tej pasji znajduje jeszcze w czasach szkolnych, gdy ebonitowym „Druhem” robił zdjęcia do szkolnej gazetki. Posługuje się coraz lepszymi Nikonami, teraz Z7. Nie robi zdjęć typu „tu byłem”. Lubi muzykę klasyczną. Stworzył cykl: „Natura w hołdzie Chopinowi”. Ostatnio skupia się na fotografowaniu natury, zwłaszcza wody i drzew. - Dużo zawdzięczam Elżbiecie Chojnackiej i kierowanemu przez nią przez lata Zachodniopomorskiemu Związkowi Polskich Fotografów Przyrody. Mobilizuje mnie nieustannie mój przyjaciel, prof. Andrzej Potemkowski. Jeździmy sporo po świecie na naukowe konferencje i kongresy. Zawsze wyciąga mnie na spacery, podczas których sami odkrywamy i fotografujemy wspaniale miejsca, detale. Andrzej wprowadza humanistyczne akcenty w nasze bardzo specjalistyczne konferencje, które okrasza wystawami i wykładami jak np. „Neurologia i sztuka”, organizuje w Szczecinie doroczne konferencje popularyzujące wiedzę o mózgu.

Prof. P. Nowacki dziękując wszystkim za udział w benefisie specjalne słowa skierował do prof. Ryszarda Handkego. - Był czas, gdy PAM miał dwóch rektorów. Ryszard był rektorem Akademii Sztuki, a u nas prowadził znakomity chór, przynoszący w kraju i na świecie sławę i chwałę PAM i PUM.

Nieprzypadkowo więc benefisowi towarzyszył muzycznie student AS Marek Kwarta, który grał utwory Chopina, Skriabina i Jarretta.

JB

p.s.

tekst ukarze się w najbliższym wydaniu "Panoramy 7" autorstwa Jacka Błędowskiego