przygotowania do bezpiecznego nurkowania i poszukiwania

Pięćdziesiąt… trzydzieści… dziesięć, stop, jesteśmy, skaczemy – tak nurkom na pokładzie katamaranu „Perkoz”, precyzując miejsce przypuszczalnego celu poszukiwań, sygnalizował Dariusz de Lorm, niekwestionowany przywódca grupy nurków podwodnych eksplorujących 6 sierpnia wody Jeziora Drawsko.

Nurkowie przyjechali z Gdyni, Gdańska i Szczecina by wspólnie szukać podwodnych tajemnic, przyjechali z własnej woli, z własnym profesjonalnym sprzętem i za własne pieniądze, bo to co robią po prostu kochają. Na pytanie czy nie przyjemniej nurkować w ciepłych i przejrzystych akwenach śródziemnomorskich, zaczepnie ale z uśmiechem odpowiedzieli, że tam nurkują tylko … ”miękkie faje”.

Dariusz de Lorm

Pan Dariusz reprezentuje w tej grupie Śląsk, jest potomkiem słynnego w Europie rycerskiego rodu De Lorme (budowniczowie fortec i machin oblężniczych), ma niespokojną duszę poszukiwacza. Skończył we Włoszech kurs archeologii podwodnej, jest instruktorem nurkowania amatorskiej archeologii podwodnej (federacji PSAI Polska) szczególnie interesuje go okres II wojny światowej i hipotezy dotyczące zatapiania przez Niemców w Jeziorze Drawsko różnych przedmiotów. Wielu starszych mieszkańców Drawska i Czaplinka przychodziło do nurków i często wspominało fakty ze swojego dzieciństwa czy młodości, dając niekiedy cenne uwagi dotyczące zatopionych ich zdaniem przedmiotów czy obiektów.

Poszukiwania, którym patronuje starostwo Drawska Pomorskiego, zachęcając odkrywców (wyznaczono nagrodę za znalezienie i wydobycie U-bota), wspiera poszukiwaczy np. bezpłatnym użyczeniem katamaranu i żywo interesuje się przebiegiem poszukiwań. Podobnie jak redakcja Miesięcznika Odkrywca (wypożyczająca sonar razem z obsługą), która od czasu do czasu pokrywa wydatki na paliwo do łodzi transportujących nurków do miejsc bezpośredniej eksploracji.

... przyjechali z własnej woli, z własnym profesjonalnym sprzętem i za własne pieniądze, bo to co robią po prostu kochają

Pasja, miłość do historii i udział w wielkiej przygodzie                     
Pan Dariusz przejrzał literaturę historyczną na ten temat, dzięki przychylności mieszkańców i władz Drawska oraz Czaplinka oraz dziennikarzy Miesięcznika Odkrywca dotarł do dokumentów, które np. potwierdzają istnienie w latach trzydziestych XX wieku ośrodka Kriegsmarine (baza szkoleniowa przyszłych żołnierzy, która mieściła się w budynku dzisiejszego liceum drawskiego), położonym niedaleko od jeziora. Powstały hipotezy, że gdy zbliżała się ostateczna klęska Niemiec, dowództwo ośrodka mogło wydać rozkaz zatopienia w jeziorze ćwiczebnych łodzi podwodnych, amunicji i broni palnej, tak by nie dostały się w ręce wroga. Jeśli w Szczecinie było 10 lub jak podają inne źródła 12. mini U-botów to dlaczego w zacisznym miejscu (niedostępnym dla alianckich samolotów) nie mogły znajdować się ćwiczebne łodzie podwodne?

Poszukiwania p. Dariusza i jego nurków (najczęściej to jego byli uczniowie) trwają od czerwca i obejmują teren kilku fragmentów jeziora m.in. Zatoki Henrykowskiej, Zatoki Manewrowej, okolic Czaplinka (dawniej Tempelburg). Wcześniej odbyło się spotkanie z władzami starostwa, na którym wytłumaczono sobie wzajemne oczekiwania i możliwości. Kilka faz poszukiwań już za eksploratorami. Brał w nich udział zespół ok. 10. profesjonalistów (saperów, nurków zawodowych i płetwonurków). - Ludzie dzwonią, przyjeżdżają z różnych regionów Polski sami, bezinteresowni, sympatyczni i zmobilizowani do ciągłego wysiłku – opowiada p. Dariusz. Po zakończeniu poszukiwań chciałby wszystkie swoje obserwacje i wyniki eksploracji zawrzeć w formie barwnego katalogu i go wydać (choćby zrobić mapę wraków zatopionych w jeziorze, których doliczono się 17 sztuk ). 6 sierpnia badali przypuszczalne zrzutowisko broni z czasów II wojny światowej, znaleźli niewiele, ale to nie jest ważne. Jest nadzieja, mimo zmiennej pogody jest zapał, jest wiara i zapewne adrenalina.

wielu poszukiwaczy to profesjonalni nurkowie oraz ludzie zajmujący sie amatorsko archeologią podwodną

Czy to kolejny złoty pociąg czy atrakcja turystyczna?
Jezioro Drawsko jest jednym z największych w Polsce. Ma ok. 1800 hektarów powierzchni, oficjalnie przyjęta głębokość to ponad 80 m, nigdy nie zostało dokładnie zbadane. Jednym z poszukiwanych artefaktów, o którym krążą jak do tej pory tylko opowieści może być okręt podwodny z czasów II wojny światowej, potocznie zwany mini U-botem. Na przełomie października i listopada 2015 jedna z amatorskich grup eksploracyjnych znalazła w pobliżu jeziora guzik od płaszcza marynarza Kriegsmarine, opublikowała zdjęcie guzika na swoim profilu facebookowym. Później w miejscowej prasie został zamieszczony artykuł („Kurier Czaplinecki” nr 110 z 2015 roku), który zawierał wzmiankę na temat łodzi podwodnych. To skłoniło władze Starostwa Drawskiego do zajęcia się tym tematem i udzielania wsparcia kolejnym grupom poszukiwaczy, dotychczas było 7 wypraw nurkowych. Ustanowiono specjalną nagrodę dla odkrywców mini U-bota w wys. 60 tys. złotych.

Jezioro Drawsko spełnia warunki niezbędne do nauki obsługi łodzi podwodnych (zabierały na pokład do dwóch osób, a zanurzały się na głębokość 30 metrów). Te dwuosobowe okręty podwodne typu „Seehund” (Foka) miały długość ok. 12 m. Ich zadaniem było m.in. transportowanie podwodnych wyrzutni pocisków. Na świecie zachowało się tylko kilka egzemplarzy, jeden z nich stoi w New Jersey Naval Muzeum w USA.

Czy odnalezienie U-Bootów w głębinach jeziora Drawsko jest możliwe? Pasja poszukiwaczy podpowiada im, że nie ma rzeczy niemożliwych, żeglarze i turyści są zachwyceni a lokalna społeczność odważnym i pełnym poświecenia eksploratorom kibicuje.

----------

Przy pisaniu materiału korzystałam z informacji zamieszczonych na stronie internetowej Starostwa Powiatowego Drawsko Pomorskie oraz na stronie internetowej AKCJI EXPLORACYJNO – HISTORYCZNEJ „JEZIORO TAJEMNIC”.

Tekst: Helena Kwiatkowska
Foto: Andrzej Wiśniewski