Urszula Dudziak z partnerem

Człowiek nieprzeciętny z poczuciem humoru, obywatel świata, sześciooktawowy głos, ulubienica światowych gwiazd jazzu. Z zawodu muzyk, wokalistka jazzowa z zamiłowania tenisistka - Urszula Dudziak. Uprawia jogę, jeździ na rowerze, podróżuje, ludzie mówią, że ma serce na dłoni oraz dużo optymizmu. Artystka po raz kolejny była gościem Turnieju Tenisowego PEKAO OPEN Szczecin 2016.

Andrzej Wiśniewski: Jak poszedł turniej, który grała Pani w drużynie artystów?

Urszula Dudziak: Ach proszę Pana co ja mam powiedzieć. Niestety w tym roku mi się nie udało przegrałam ale grałam przyzwoicie no i jak to w sporcie raz lepiej raz gorzej. Myślę, że moim przeciwnikom trochę pomógł sędzia (śmiech). Ale w przyszłym roku to odrobię. Mam dopiero 73 lata i dopiero się rozkręcam. Jeszcze wszystko przede mną!

A.W. Z tego co widzę to na korcie Pani sobie nie odpuszcza. Czy tak samo jest na estradzie? A tak w ogóle to co jazz ma do tenisa? Czy te dwie dziedziny się nie wykluczają?

U.D. Oczywiście, że się nie wykluczają a nawet są ze sobą ściśle związane - a związane są ze sobą „timingiem” czyli graniem równym rytmicznym i zdecydowanym. Timing w muzyce jazzowej pozwala zagrać frazy i nuty w odpowiednim momencie i to jest między innymi piękno jazzu i to samo jest w tenisie. Jeżeli tenisista nie ma „timingu” to będzie w piłkę trafiał z opóźnieniem, lub też w nią w ogóle nie trafi i wtedy co? Nie ma gry, wszystko się sypie, można iść do domu a zatem analogie jak najbardziej na miejscu.

Odpowiedź na kolejną część pańskiego pytania czy poza kortem sobie nie odpuszczam? Oczywiście, że nie. Ostatnio nagrałam wraz moimi znakomitymi muzykami /Jan Smoczyński, Łukasz Poprawski, Tomek Torez, Krzysztof Pacan, Robert Cichy/ płytę z utworami Mozarta na jazzowo. Ja tutaj nie mogłam odpuścić. Utwory są trudne, nad każdym siedziałam do bólu. Tak długo ćwiczyłam aż byłam zadowolona. Efekt jest fantastyczny. Trzeba koniecznie tej płyty posłuchać. Materiał z tego krążka kilka tygodni temu prezentowaliśmy w Poznaniu na festiwalu Mozartowskim „Mozartiana”.

A.W. Czy po za śpiewaniem jazzu i grą w tenisa pisze Pani książki?

U.D. Z tym moim pisaniem to było tak. W czasach kiedy mieszkałam w Nowym Jorku moje pierwsze próby pisarskie oglądał Janusz Głowacki. Bardzo się bałam tej jego opinii. On przeczytał te moje wypociny i powiedział „Ula ty masz dobrą rękę do pisania powinnaś pisać” i jakoś po latach wróciłam do tego mojego pisania. Myślę, że z nie najgorszym skutkiem. Moja pierwsza książka nosi tytuł „Wyśpiewam Ci wszystko”. Jest to książka o moim życiu. Przy tej publikacji pracowała ze mną moja córka Kasia, która pomogła mi ją ułożyć. Druga książka się pisze i na półkach powinna się pojawić na Święta Bożego Narodzenia.

A.W. Jak Pani zdefiniowałaby to co Pani śpiewa?

U.D. Jestem człowiekiem, który się szybko nudzi. U mnie zawsze coś musi się dziać. Już od dawna próbowałam „chodzić swoimi ścieżkami”. Oczywiście śpiewałam standardy jazzowe a miałam ich w repertuarze prawie pięćset, jednak  chciałam to zmienić, szukać i stąd to moje dzisiejsze elektroniczne śpiewanie, oparte na improwizacji jazzowej. Nie uciekam od tradycji. Gram na gitarze, śpiewam piosenki nawet te stare sentymentalne ”jaki śmieszny jesteś pod oknem”…. bardzo lubię te piosenki. One mają w sobie to „coś”.

A.W. Jest Pani piękną, dojrzałą kobietą, pełną pomysłów. Co dalej?

U.D. O proszę Pana wiek to sprawa względna. Czuję się doskonale, gram w tenisa, śmigam na rowerku, koncertuję. Mam znakomitego partnera życiowego Bogdana. Zawsze mnie wspiera, razem podróżujemy. Jestem szczęśliwa. Głowę mam pełną pomysłów, które chciałabym zrealizować i na razie mi się to udaje i wszystko będę robić by te moje marzenia i pomysły znalazły swój dobry finał. Bardzo napędzają mnie takie imprezy jak PEKAO OPEN. Znakomita organizacja, super atmosfera, dobry poziom sportowy i przy tym fajna muzyka i jak zwykle dużo ludzi. Jestem bardzo zadowolona, że po raz kolejny udało mi się przyjechać do Szczecina i wziąć udział w znakomitym wydarzeniu sportowo-towarzyskim jakim jest Turniej Tenisowy PEKAO OPEN.

Do zobaczenia za rok.

A.W. Dziękuję za rozmowę.

Tekst i foto: Andrzej Wiśniewski