konie z Trzeszczyna

Wigilia to zdaniem wielu ludzi jeden z najpiękniejszych wieczorów w roku. Spotykamy się w rodzinnej atmosferze przy suto zastawionych stołach. Ale są ludzie, którzy organizują spotkania wigilijne ze swoimi zwierzęcymi przyjaciółmi.

Zapraszamy na nietypową Wigilię w wyjątkowym miejscu. Jednym z takich miejsc jest stajnia w Trzeszczynie koło Polic, działająca w gospodarstwie rolnym Jana Sobiesińskiego.

Od 22. lat spotykają się w niej właściciele i miłośnicy koni ze sobą i swoimi końmi właśnie. Są w różnym wieku, jeźdźcy i amazonki liczą sobie od 19 lat do 60 +, a konie od dwuletnich młodzieniaszków po godnie poruszające się dwudziestokilkuletnie klacze. Rasy i maści także rozmaite. W trzeszczyńskiej stajni są konie krwi arabskiej, rasy śląskiej, wielkopolskiej, amerykańskie kłusaki i inne konie szlachetnej krwi np. folbluty. Siwe, gniade, kasztanki i jabłkowite. Wszystkie zdrowe, zadbane i otoczone dobrą, bo gospodarską opieką. Ich właściciele reprezentują wiele różnych profesji: od studentów, poprzez urzędniczki, lekarki, właścicieli firm, menedżerów, po listonoszki.

Każdy na wigilię stajenną przychodzi ze swoimi domowymi specjałami (potrawy, ciasta, nalewki) i oczywiście przynosi opłatek. Tym opłatkiem dzielą się miedzy sobą składając najpiękniejsze życzenia, a później szukają boksów swoich koni. To tam odbywa się druga cześć składania życzeń, ukochane konie z którymi jeźdźcy są niemal przez cały rok, otrzymują wraz z opłatkiem i wymarzoną marchewką, życzenia zdrowia (to dla kona najważniejsze) i wiele pieszczot.

koń w swoim boksie

Teraz biesiadnicy mają możliwość, by usiąść przy wspólnym stole i porozmawiać. Siadają w korytarzu stajni niedaleko boksów koni, które patrzą z zaciekawieniem, za siedziska służą kostki słomy, podobnie zbudowane są stoły stworzone z kostek słomy, na których leżą drewniane blaty. Całości dopełnia biały obrus (z podłożonym pachnącym siankiem) i obfita zastawa. W ciągu roku jeźdźcy i amazonki z racji uprawiania różnych zawodów, najczęściej po prostu się mijają, każdy ćwiczy i pracuje ze swoim koniem indywidualnie, niekiedy w weekendy i święta uda się umówić większej grupie na wspólny wyjazd do lasu.

Tak więc wieczór wigilijny w stajni to godziny wspólnych rozmów, wspomnień, opowiadania anegdot … oczywiście z życia koni. Bo to one są najważniejsze, to im poświęca się wolny czas, niekiedy, zwłaszcza gdy są chore - duże pieniądze, zapewnia rutynową opiekę weterynaryjną i smakołyki. A one rewanżują się nosząc bezpiecznie jeźdźców na swoich grzbietach, wykonując z gracją polecenia i wcześniej wyćwiczone ewolucje, wreszcie podczas wypraw w tzw. teren wspaniale galopują po lesie dając złudzenie swoim właścicielom że stanowią z nimi jedność. Prawda jest taka, że jeśli najmądrzejszy i najbardziej doświadczony jeździec, gdy wraz z koniem zagubią się w leśnej gęstwinie, oddaje wodze swemu koniowi i prosi go by sam wybrał, a on posłusznie i bezbłędnie odnajduje właściwą drogę do stajni.

koń w swoim boksie

Trzeszczyńska wigilia stała się materiałem radiowego reportażu pt. "Podkowa pod obrusem" – autorstwa Anny Kolmer w realizacji dźwiękowej Aleksandry Mazur-Woronieckiej. Można go usłyszeć na stronie internetowej Polskiego Radia Szczecin S.A..

Tekst i foto: H. Kwiatkowska