dziewczynka z kotem

"Do serca przytul psa, weź na kolana kota" śpiewał Jan Kaczmarek. Niemal każdego dnia na ulicy, w parku, na działkach czy w podmiejskim lesie spotykamy bezpańskie koty.

Skąd się biorą, w jakich warunkach żyją, co jedzą, jak często chorują? Rzadko stawiamy sobie takie pytania, choć nie można odmówić nam wrażliwości. Polacy obok Anglików są w europejskiej czołówce posiadaczy zwierząt domowych, a szczególnie psów i kotów. Obok tych niczyich przechodzimy najczęściej współczując im poniewierki. A może poświęcając nieco swojej uwagi i czasu moglibyśmy im pomóc?

Wolontariusze pilnie poszukiwani

Jedną z organizacji pomagającej kotom wolno żyjącym na terenie Szczecina jest Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt VIVA grupa lokalna „Koci Szczecin”. Grupa posiada swoje konto na Facebooku: Kociszczecin. Jej członkowie zajmują się wyłącznie bezdomnymi kotami bytującymi w granicach miasta. Do Fundacji zgłaszają się ludzie z prośbami o pomoc informując o kotach, które wymagają opieki. Wszystkie zgłoszenia są przyjmowane i w miarę możliwości interwencja zostaje podjęta. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że w grupie lokalnej „Koci Szczecin” działają wyłącznie wolontariusze. - Zdecydowanie to najsłabsza strona naszej Fundacji, zresztą chyba jak każdej innej organizacji, która opiera się w 100% na wolontariacie. Jest nas 5 osób (ja, Edyta, Agata, Monika, Wojtek) działających każdego dnia po pracy, czynnie pomagających już tylko cztery, a ile jest potrzebujących kotów, jak wiele ich mamy pod opieką, to widzicie każdego dnia na naszej stronie - mówi Aneta Rożek, koordynatorka grupy

Poszukiwani wolontariusze to przede wszystkim osoby, które mogą stworzyć dom tymczasowy dla kotów i są w stanie jeździć z kotem do weterynarza. Dlaczego to tak istotne? Bo ci którzy już działają nie mają czasu po pracy i swoich wizytach w lecznicy, adopcjach, łapankach kotów w celu sterylizacji, dodatkowo jeszcze zabrać od kogoś kota i pojechać na zastrzyk. Tak więc opiekun tymczasowy, który może jeździć do weterynarza - to bardzo ważne. Kolejną grupą wolontariuszy, których fundacja potrzebuje są osoby z samochodem, które mogą łapać wolno żyjące koty, dowozić je do lecznicy i po kilku dniach odwozić w miejsce bytowania. Fundacja zapewnia klatki, karmę i wszystko co niezbędne.

Chłopiec z kotkiem

Priorytet – sterylizacja

Najbardziej humanitarnym sposobem na utrzymanie stałej populacji bezpańskich kotów jest ich sterylizacja i kastracja. Zabiegi wykonywane sa w kilku gabinetach, które współpracują z Fundacją. To Fundacja pokrywa koszt kastracji, opieki po zabiegu i ewentualnego leczenia kotów. Jednak nie otrzymuje ona żadnych dotacji. Środki finansowe pozyskuje z darowizn i 1% podatku jaki przekażą jej miłosnicy kotów. Wiele pomocy, takiej doraźnej, udzielają ludzie zaprzyjaźnieni z Fundacją i wolontariuszami. Wiele osób zwraca się do fundacji z prośbą o przeprowadzenie sterylizacji. - Mamy swoje klatki – pułapki, w których koty są dowożone niekiedy przez zgłaszających taką potrzebę, do wyznaczonego gabinetu. Nasze koty po serylizacji, dla własnego bezpieczeństwa pozostają w gabinecie jeszcze trzy dni (kotki) a kocury – dobę. Jesli są zdrowe, odwożone są na miejsce bytowania, jeśli chore to o dalszych zabiegach decyduje weterynarz - wyjaśnia Aneta Rożek.

kot z opatrunkiem na nodze

Starania o adopcję

Kolejnym ważnym elementem pomocy bezpańskim kotom jest szukanie dla nich domu tymczasowego, a później adopcja. W takim domu kot wraca do zdrowia, często  po przebytej traumie ponownie przyzwyczaja się do ludzkiej obecności, uczy załatwiać do kuwety, jest starannie obserwowany pod kątem swoich preferencji i możliwości adaptacji do nowych warunków, jednym słowem socjalizuje się. Wiele jest kotów do adopcji (zdjęcia na stronie Fundacji), wielu ludzi zgłasza się do Fundacji z prośbą o kotka, ale nie wszyscy go otrzymują. Niektórzy niestety mają ściśle określone wymagania i zachodzi podejrzenie, że zwierzę będzie dla nich zabawką lub żywą istotą wyłącznie spełniającą ich wygórowane oczekiwania. Do takich kandydatów wolontariusze podchodzą bardzo ostrożnie i nieufnie. - Najpierw odbywamy kontrolną wizytę czyli poznajemy przyszłe warunki bytowania, rozmawiamy z ludźmi czy zdają sobie sprawę, że opieka nad zwierzęciem to obowiązek, oni wypełniają ankietę. Zawsze staramy się dopasować kota do właściciela (wiek, temperament, istotne czy kot lubi dzieci czy nie). Następnie podpisujemy umowę adopcyjną, a po przekazaniu zwierzaka zastrzegamy sobie późniejszą wizytę poadopcyjną tak by sprawdzić jak kot się czuje i czy ma właściwą opiekę. Nasi znajomi żartują, że łatwiej dostać kredyt w banku niz kota z VIVY - mówi Aneta Rożek.

kot bez ucha

Kilka faktów i liczb z działaności

W 2016 dzięki wolontariuszom VIVY wysterylizowano 214 szczecińskich kotów wolnożyjacych, 425 udzielono pomocy (leczenie, opieka medyczna), doprowadzono do adopcji 104 kotów znajdując im przyjazny dom. Wolontariusze mówią, że wzrasta świadomość społeczna (konieczność sterylizacji) i ogólnie pojęta wrażliwość na los bezdomnych zwierząt o czym świadczą częstsze reakcje i telefony dotyczące konieczności niesienia pomocy czy prośby o opiekę. Pomóc może każdy czy to decydując się na wolontariat czy też biorąc udział w aukcjach ogłaszanych na stronie fundacji tzw. "bazarkach". Facebookowe informacje i fotki podopiecznych cieszą się dużym zainteresowaniem, ilość tzw. fanów na stronie Fundacji kształtuje się powyżej 8810 do dnia dzisiejszego. Wszyscy miłośnicy kotów mogą wpłacić drobną sumę lub uruchomić na swoim koncie stały przelew, nawet na kilka złotych miesięcznie.

Wolontariusze VIVY uczulają, by zawsze widząc chore, potrzebujące pomocy zwierzę reagować, by nie przechodzić obojętnie i z domu wysyłać informacje do fundacji, ale równocześnie zabezpieczyć zwierzę i dopiero wtedy podjąć określone działania. Niestety bardzo często zdarza się, że pozostawiony na ulicy kot umiera zanim nadejdzie pomoc.

Wolontariusze pomagają także społecznym opiekunom kotów wolnożyjących. To najczęściej od nich otrzymują słowa podziękowania i uśmiech.

chory - zdrowy kotek

Motywacja do działania

Wolontariusze "Kociego Szczecina" są w róznym wieku, uprawiają różne zawody, od 5 lat działają razem na rzecz zwierząt, bo łaczy ich wspólna pasja, pozytywne działania, robienie dobrych rzeczy. Pytani o motywy najczęściej odpowiadają: pomoc istotom słabszym, bezdomnym zwierzętom. Podkreślają, że nie każdy może być wolontariuszem. Trzeba mieć dużą odporność na stres (mieszkańcy miasta bywają roszczeniowi i nie przebierają w słowach jeśli wolontariusze nie reagują natychmasst zgodnie z ich życzeniem).Trzeba być dobrym psychologiem, trzeba podejmować szybkie i trafne decyzje, a przede wszystkim chcieć poświęcać swój czas na pracę społeczną na rzecz zwierzat. Przysłowiowe ordery i medale zastępują im satysfakcja i przykłady własnej działalności (wszystkie kocie historie znajdują się na stronie  fundacji np. ślepa kotka Maja z terenu dawnej Baltony, której znaleźli ciepły dom, czy wierny Benio – kot pozostawiony na przystanku, czekający długo na pana, schorowany, już po operacji też znalazł nowy dom i dobrych ludzi).

Fundacja Viva

Fundacja zaprasza do współpracy, czeka na informacje. Można także wspomóc jej działania darowizną 1 % podatku lub darami rzeczowymi dla kotów, każda nawet niewielka pomoc jest bezcenna.

Tekst: Helena Kwiatkowska
Foto: "Koci Szczecin"