nagroda festiwalu EMIGRA dla Moniki Mazanek-Wilczyńskiej

rozmowa z Moniką Mazanek-Wilczyńską autorką filmu „Moja dusza należy do Polski”

EMiGRA jest festiwalem filmów o szeroko rozumianej tematyce emigracyjnej. To Festiwal filmów o Polakach i dla Polaków na całym świecie. W skali światowej jest nowatorskim przedsięwzięciem, gdzie film ukazuje życie Polaków poza krajem. Do konkursu 7. Festiwalu EMiGRA 2019 zostało zgłoszone 42 filmy z całego świata. GRAND PRIX EMIGRY 2019 otrzymał prawie jednogłośnie film „Zaćmienia” w reżyserii Oliwii i Jerema Tonteri z Finlandii – za prostotę i klimat pokazania tego, o czym wszyscy mówią, a nikt nie umie opowiedzieć.

7. Festiwal EMiGRA 2019, Warszawa 24-28 października 2019 – to 7 nagród i 6 wyróżnień. Wśród nich Miedziana EMIGRA dla Ciebie za film „Moja dusza należy do Polski”. Gratuluję, bo do tej edycji były zgłoszone 42 filmy! Opowiedz, jak i kiedy dowiedziałaś się o tej nagrodzie.

24 października zadzwoniła do mnie dyrektor festiwalu Agata Lewandowski i zaprosiła mnie na ten Festiwal do Warszawy. Dodała, że jury Festiwalu ten film poruszył do tego stopnia, że niektórzy po jego obejrzeniu mieli łzy w oczach. Dodała, że bohater mojego filmu Holender - zna polską historię lepiej niż nie jeden Polak.

STATUETKA

W jakich okolicznościach poznałaś bohatera swojego filmu – Erica Van Tilbeurgha?

O Ericu pierwszy raz usłyszałam w roku 2006. Polak mieszkający w Holandii powiedział mi, że w tym kraju żyje pewien kolekcjoner polskich militariów dzięki któremu, holenderska królowa Beatrix, chce po wielu latach, odznaczyć polskich żołnierzy najwyższym holenderskim odznaczeniem państwowym. Oczywiście, chciałam pojechać na tę uroczystość z kamerą, ale wówczas żaden decydent w Warszawie nie był zainteresowany wysłaniem mnie tam z operatorem kamery. A szkoda, bo całą uroczystość pokazywała wtedy na żywo holenderska TV. Życie jednak bywa ciekawsze od filmowego scenariusza, bo po kilku latach Eric ożenił się z moją przyjaciółką Ewą Maltańską, z którą współpracowałam wcześniej przy produkcji „Berlińskiego Expressu” dla TVP Polonia.

Dlaczego postanowiłaś zrobić ten film? Eric Van Tilbeurgh mówi, że zainteresował swoją kolekcją Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Przedstawiciel ministerstwa przyjechał, potwierdził wartość jego kolekcji. I co dalej…?

Pomysł filmu o Ericu narodził się w Holandii, podczas wizyty w ich domu. Eric pokazywał mi wtedy swoją kolekcję, zabrał mnie na wystawę, którą właśnie przygotowywał w Holandii, poznał mnie z holenderskimi rekonstruktorami historii amerykańskich żołnierzy. Wtedy po raz pierwszy do mnie dotarło, dlaczego Eric - w odróżnieniu od swoich holenderskich kolegów zafascynowanych amerykańskimi żołnierzami - pasjonuje się historią zapomnianych polskich żołnierzy z czasów II wojny światowej. Eric wydał mi się mi bliski w swojej pasji i postanowiłam zrobić o nim film do nowo wtedy powstałej TVP Historia.

Do dziś nie ma żadnego efektu wizyty przedstawicieli Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, którzy oszacowali jego kolekcję. Nikt w Polsce nie jest zainteresowany, by spełnić marzenie Erica i stworzyć w Polsce muzeum, w którym mógłby pokazać swoją unikatową kolekcję. Marzenie Erica wciąż czeka na swoją realizację.

Festiwal Filmowy EMiGRA jest raczej niszowy, ale zaangażowanie Mazowieckiego Domu Kultury w Warszawie sprawia, że wie o nim coraz więcej ludzi. Nagrodę miedzianej EMIGRY 2019 dostała także Martina Trepczyk z Austrii za film „My Womb”. Gdzie można zobaczyć filmy tego Festiwalu?

Nagrodzone filmy będzie można zobaczyć w przyszłym roku na festiwalu w Warszawie. Właśnie teraz powstaje angielska wersja filmu o Ericu, która być może, jeśli zdążymy do końca listopada, zostanie pokazana na festiwalu w Chicago i w Berlinie.

festiwal EMIGRA w Warszawie

Nad czym teraz pracujesz? Oczywiście, nie zakładam, że ma to być coś tam do zgłoszenia na jakiś konkurs czy festiwal. Po prostu wiem, że prawdziwy dziennikarz sobie „nie odpuści”, kiedy spotka kogoś wyjątkowego.

Obecnie skończyłam montaż filmu o Stanisławie Kiełkowskim, który w przededniu stanu wojennego uciekł z Darłowa do Danii na rybackim kutrze podczas trwających na Bałtyku manewrów Marynarki Wojennej państw Układu Warszawskiego. Kuter był niewidoczny dla radarów, bo poruszał się w tzw. martwym polu. Film wyemituje TVP Polonia.

Kolejną produkcją będzie 50. minutowy film dokumentalny o polskich jednostkach w amerykańskiej armii w latach 1945-1989. Oprócz realizacji filmu, piszę monografię naukową tych jednostek i przygotowuję polsko-angielską stronę internetową na ten temat. Szef paryskiej „Kultury” Jerzy Giedroyć nazwał te jednostki „kontynuacją Legionów”, bo przewinęło się przez nie około 160 tysięcy Polaków w Niemczech i Francji. Były to kompanie łączności, amunicyjne, smogowe (do tworzenia sztucznej mgły), transportowe, wartownicze, ale nikt nie wie, że w USA w latach 1952 -1958 był tzw. Korpus Wyzwolenia w Forcie Bragg, gdzie wśród bagien i gór północnej Karoliny, armia amerykańska szkoliła polskich komandosów, których zadaniem w przewidywanej wojnie będzie desant i walka wewnątrz linii nieprzyjacielskich.

Moim najbliższym wyzwaniem jest ustalenie, ile procent w tej grupie było Polaków, bo komendy wydawane były w języku polskim. Ich dowódcą był owiany sławą w II wojnie światowej amerykański pułkownik, słynny spadochroniarz, który zmarł w 2003 r. Do planowanego desantu nie doszło, bo nie wyraził na to zgody amerykański Kongres, ale moim zadaniem jest uświadomić amerykańskiej opinii publicznej, że początkiem i zalążkiem najsłynniejszych amerykańskich „zielonych beretów”, z których wywodzi się Delta Force, byli Polacy - najlepsi fachowcy w dziedzinie organizacji i prowadzenia dywersji, wywiadu czy szkolenia, czyli polscy oficerowie i żołnierze. Dodam, że nawet nazwa tej jednostki dla kamuflażu była tak myląca, że nawet PRL-owski kontrwywiad nie miał pojęcia o jej istnieniu w USA. W zbiorach IPN nie ma o tym żadnego śladu! Natomiast ja korzystam z tego, co jest w źródłach amerykańskich i niemieckich.

Zdaniem polskich komandosów weteranów armii amerykańskiej, ich wyszkolenie w amerykańskiej armii w latach 50. XX w. przekraczało poziomem wyszkolenie cichociemnych czy żołnierzy Sosabowskiego lub innych oddziałów polskich komandosów. Szkoleniem w tych oddziałach zajmowali się oczywiście polscy instruktorzy, których wiedza była nie do zastąpienia. Na ten temat napisałam artykuł naukowy, który mam nadzieję, ukaże się w amerykańskim czasopiśmie naukowym o historii.

Polskiej opinii publicznej chcę uświadomić, że tysiące Polaków służących w armii amerykańskiej w Niemczech i we Francji w latach 1945-1989, było pierwszymi żołnierzami polskimi w NATO. Chcę pokazać historyczne korzenie sojuszu polsko-amerykańskiego, przedstawić dorobek i wkład żołnierzy w edukację i kulturę społeczeństwa polskiego na emigracji (np. utrzymywanie uczelni wyższych i szkół ponadpodstawowych na obczyźnie, fundowanie nagród literackich i artystycznych dla emigracyjnych twórców, wydawanie książek).

Chcę udowodnić, iż dzięki setkom tysięcy marek niemieckich, dolarów i franków przesyłanych co roku przez żołnierzy polskich oddziałów przy armii amerykańskiej na Skarb Narodowy, z którego utrzymywany był polski Rząd na Uchodźstwie, ten rząd mógł funkcjonować nieprzerwanie do 1989 r. Stawiam tezę, iż ci polscy żołnierze na Zachodzie byli doskonałymi ambasadorami Polski i polskiej historii wśród amerykańskich żołnierzy i oficerów.

Monika Mazanek Wilczyńska fot Weronika Łyczywek

Link do filmu „Moja dusza należy do Polski

Rozmawiała: Elżbieta Karasiewicz
Foto: archiwum Moniki Mazanek-Wilczyńskiej