Moment wodowania książki, zgodnie z morską tradycją; różą umoczoną w morskiej wodzie

Piękny wieczór w Starej Rzeźni na szczecińskiej Łasztowni 6 lutego br. pełen wspomnień, historii, niezwykłej Stoczni Szczecińskiej z lat jej świetności. Spotkanie zgromadziło tego dnia wielu pasjonatów okrętów. Na wodowanie książki redaktor Krystyny Pohl „Szczecińskie promy i nie tylko” przybyło liczne grono stoczniowców, konstruktorów, kapitanów, przyjaciół autorki, jednym słowem ludzi kochających morze ale i tych wszystkich, którym bliska jest tematyka morskości grodu Gryfa.

Książka jest niejako kontynuacją cyklu stoczniowej szczecińskiej produkcji. Pierwszą z morskiej sagi była książka „Szczecińskie chemikaliowce”, następną „Szczecińskie kontenerowce” a teraz przyszedł czas na „Szczecińskie promy i nie tylko”.

Pani Krystyna z ogromną pasją opowiadała o budowanych w Szczecinie promach, których w ostatnich kilku dekadach było 58, w ponad 50 letniej historii stoczni. To promy pasażersko-samochodowe, promy drogowe, jednostki pasażersko-towarowe zwane pielgrzymowcami, statki szkolno-towarowe ale także pływające szpitale i statki naukowo-badawcze. Było też o promach pasażerskich, które z różnych przyczyn nie opuściły pochylni stoczni, mimo zaawansowanych projektów.

Trzeba wiedzieć, że jednostki pasażerskie dla okrętów uchodzą w świecie za najtrudniejsze do wykonania, wymagają najwyższych kwalifikacji i staranności w wykonaniu. To też najwyższa półka w profesji konstruktorów i projektantów, ukoronowanie wieloletnich doświadczeń i umiejętności godzenia szeregu profesji architektonicznych, technologicznych, inżynierskich, estetycznych i całego wachlarza specjalistycznych branż związanych z wyposażeniem statków.

Przez karty książki przewijają się genialni konstruktorzy, projektanci, architekci okrętowi, plastycy, wszyscy oni ze swoimi pomysłami ale także menedżerowie i dyrektorzy. O wielu z nich opowiadała podczas autorskiego spotkania Krystyna Pohl. W książce zamieszczono szereg ciekawych informacji o kulisach budowanych promów, których dotąd nigdzie nie publikowano. Jest też cały szereg wspaniałych zdjęć, które po raz pierwszy trafiają do odbiorców. Wszystkie te elementy stanowią walor książki, którą z pewnością warto mieć w swoich bibliotecznych zbiorach.

W Szczecinie budowano naprawdę wspaniale, unikalne w skali światowej jednostki, komentowała autorka. „Mówiąc o tych statkach czuję się trochę jak w kapsule czasu, bowiem wielu z nich już nie ma ale wciąż istnieją we wspomnieniach tych, którzy je tworzyli i przypominają jaką potęgą na światowym rynku okrętowym była nasza Stocznia Szczecińska”.

Tekst i zdjęcia: Janina Piotrowska