Rozmowa z fotografem i grafikiem Jackiem Fijałkowskim

W wielu wywiadach ze znanymi polskimi artystami fotografii pojawia się informacja, że rozpoczynali „zabawę” z fotografią od prostego aparatu Druh. Czy i ty tak zacząłeś?

Coś w tym jest. Wielu przyszłych świetnych polskich fotografów zaczynało od tego zabawkowego aparatu. Lepszy sprzęt dla młodego człowieka był praktycznie nieosiągalny. Mówię o latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Żyliśmy w zupełnie w innych realiach. Ja miałem szczęście. Moi rodzice, zapożyczając się , spełnili moje marzenie kupując aparat produkcji NRD, który wtedy był zupełnie dobrym sprzętem. Po wykonaniu pierwszych, nieudolnych zdjęć, zapisałem się do Szczecińskiego Towarzystwa Fotograficznego z głową pełną pomysłów.

Gdzieś przeczytałam, że już w 1968 roku, mając 18 lat, zrobiłeś zdjęcie, które do dnia dzisiejszego jest dla ciebie bardzo ważne?

To autoportret zatytułowany „Początek” wykonany w 1968 roku. Ta praca zapoczątkowała moje poważne fotografowanie — również zawodowe. Dwa lata później podjąłem pracę w Politechnice Szczecińskiej jako fotograf. Tam nauczyłem się techniki — wykonując zdjęcia dokumentacyjne stanowisk badawczych, reprodukcje dokumentów, zdjęcia reportażowe. To była doskonała szkoła techniki fotograficznej: praca w ciemni z odczynnikami chemicznymi, swoista „alchemia”, bo to był to czas fotografii analogowej. Prawie nauka: trochę optyki, fizyki i chemii.

No dobrze, ale oprócz nauki pojawiła się też sztuka?

Oczywiście! Pracując na etacie nie zapominałem o twórczości. Pojawił się szczęśliwy traf! Zastąpiłem, z powodu wyjazdu za granicę, Janusza Piszczatowskiego, który w 1976 roku rozpoczął współpracę z Teatrem Współczesnym w Szczecinie, za dyrekcji Macieja Englerta. Moim zadaniem było fotografowanie przedstawień teatralnych. W tamtych czasach to zajęcie było uważane za twórcze i bardzo ważne dla promowania sztuki teatralnej. „Kobieta zza zielonych drzwi” Rustana Ibrahimbekowa (1976), to był mój debiut „teatralny”. Moje zdjęcia doceniono. Zacząłem też pracować dla Teatru Polskiego w Szczecinie. A potem zapraszano mnie do teatrów w całej Polsce, m. in. w Warszawie, Poznaniu, Olsztynie, Katowicach, Bydgoszczy, Koszalinie, Płocku. W ciągu 20 lat sfotografowałem 250 spektakli do 1991 roku. W tamtych czasach było nas w Polsce kilku renomowanych fotografów teatralnych— Sergiusz Sachno, Janusz Piszczatowski, Zbigniew Ryngwelski i ja. Spektakle były fotografowane ze sceny. Reżyserzy pozwalali na fotograficzną interpretację dramatu, na różne eksperymenty np. wyjście z aktorami w plener. Mieliśmy pełną swobodę. Uczyliśmy się reżyserii zdjęć. I wtedy nastąpiło kolejne szczęśliwe zdarzenie. Julitta Hetloff — kierowniczka literacka w Teatrze Polskim w Szczecinie zaproponowała mi w 1976 r zaprojektowanie plakatu do „Przedwiośnia”. Spodobał się. I tak zacząłem projektować plakaty teatralne łączące grafikę z fotografią. To było wtedy coś nowego. Plakaty, które wykonałem były wystawiane na Biennale Plakatu w Warszawie, w Lahti i innych miastach. Kilka z nich jest w zbiorach Muzeum Plakatu w Wilanowie. Nie zostałem „plakacistą”, chociaż trochę tych plakatów zrobiłem dla różnych teatrów w Polsce. Jednak wiem, że nie jestem plakacistą. Dla mnie ta sztuka skończyła się. To kiedyś była sztuka ulicy. Nie sympatyzuję z plakatem galeryjnym. Zaprojektowałem też kilka scenografii, ale jednak skupiony byłem wówczas na fotografii teatralnej. Świat teatru mi się podobał. Było twórczo, inspirująco, dużo się działo zawodowo i towarzysko.

A inne działania artystyczne?

Oprócz tego, jak wielu młodych fotografów, brałem udział w konkursach i wystawach niemal na całym świecie. Miałem wystawy indywidualne w galeriach m.in.: Starej Galerii w Warszawie, Galerii ON w Poznaniu, Galeria EL w Elblągu. W tamtym czasie dużo się działo, fotografia była bardzo popularna. Współpracowałem też z Krajową Agencją Wydawniczą i Estradą Szczecińską. Projektowałem okładki książek i plakaty reklamujące wydarzenia estradowe. Zorganizowałem kilka happeningów fotograficznych. W trakcie swoich działań poznałem wielu ciekawych artystów: reżyserów, aktorów, malarzy, fotografów. Sztuka wtedy w Polsce kwitła. Było barwnie, ciekawie i twórczo. Miało to też ciemne strony. Funkcjonowała cenzura, władze starały się kontrolować artystów i całe społeczeństwo. Pojawił się bunt i niezgoda. Wybuchły strajki. Z tego czasu mam w dorobku zdjęcia dokumentujące wydarzenia szczecińskiego Grudnia, strajki i demonstracje. Kilka z nich jest prezentowanych w szczecińskim Muzeum Przełomy.

A co było potem?

Działalność artystyczna była atrakcyjna, ale trzeba było z czegoś żyć. Zmienił się ustrój. Brakowało pieniędzy na kulturę.. Zdecydowałem się więc rozpocząć działalność gospodarczą. Pojawiły się nowe wyzwania. Założyłem małą firmę reklamową, Zainteresowałem się grafiką komputerową. Fotografia analogowa ustąpiła miejsca fotografii cyfrowej. Projektowałem wydawnictwa reklamowe, zajmowałem się fotografią produktową. Fotografowałem architekturę, żywność, biżuterię itp. Tworzyłem strony internetowe. To był okres pionierski grafiki użytkowej z wykorzystaniem fotografii. Początkowo szło świetnie, potem pojawiła się konkurencja dużych firm. Zniknęły z rynku duże podmioty, dla których pracowałem np. Stocznia Szczecińska. Swoją firmę zlikwidowałem w 2015 roku. Doszedłem do wieku emerytalnego. Jeszcze trochę popracowałem na etacie i postanowiłem odpocząć.

Nie uwierzę. Aparat powiesiłeś na gwoździu?

Nie, ale robię takie rzeczy, które mnie interesują. Szczęśliwie w 2022 roku otrzymałem wsparcie finansowe od miasta Szczecina na opracowanie i wydanie albumu podsumowującego moje działania artystyczne. Zebrałem w nim moje najciekawsze zdjęcia teatralne, plakaty, ilustracje do książek, fotografie z wystaw i happeningów. Uzupełniłem to nowszymi pracami. Złożyło się na pięćdziesiąt lat działalności. Nadałem temu tytuł „Skrawki” - takie kawałki materiałów składające się na obraz mojego życia.

Wydałeś i coś to zmieniło?

Po wieloletnim okresie pracy w biznesie, w którym po prostu miałem twórczy zastój, uwierzyłem znowu w siebie jako artystę. Tworząc i wystawiając swoje obrazy w poprzednich latach, czułem się wspaniale. Nie mam prawa narzekać, czy skarżyć się, bo musiałem pracować zawodowo. Wtedy też się rozwijałem zawodowo i poznawałem nowe techniki i możliwości wykonując tak zwaną fotografię komercyjną, czy projektując wydawnictwa promocyjne dla firm, ale brakowało mi twórczej wolności i możliwości kreowania własnego świata. Teraz już nic nie muszę i mogę na nowo poczuć przyjemność wyrażania siebie w fotografii. W „Skrawkach” umieściłem kilka nowych portretów. Po czasie postanowiłem temat pociągnąć dalej. Powstały i powstają kolejne. Nazwałem je portretami niedoskonałymi. Chyba dobrze oddają charakter mojej „duszy”. Są po prostu moje. Nie interesuje mnie powszechna pogoń za pięknem, pstrykanie ślicznych fotek. Fascynuje mnie brak doskonałości, ułomność, skaza. Szukam czegoś, co jest niezwykłe, inne, nietypowe. Mam już przygotowany album moich nowych portretów i chciałbym go wydać. Jeśli uda mi się pozyskać środki, tak się stanie. Zapraszam na moją stronę, internetową https://www.jafi.eu gdzie część z nich umieściłem.