benefis andrzej tomczak

Bez przesady można go określić jako nestora polskiej fotografii prasowej. Szczeciński fotoreporter Włodzimierz Piątek jest autorem zdjęć utrwalających ważne wydarzenia historyczne, fotogramów o tematyce społecznej, przyrodniczej i artystycznej.

Współpracował m.in. z tygodnikiem „Bryza”, „Gazetą Wyborczą”, szczecińska operą, Teatrem Współczesnym i Polskim. W swoim dorobku ma też kobiece akty eksponowane na krakowskiej wystawie „Polska Venus” w 1973 roku.

Urodził się w Zagórowie (woj. poznańskie). Za płotem jego domu mieszkał fotograf. Włodek wraz z kolegami podpatrywali jak posługuje się szklanymi kliszami. W arkana fotografii wprowadził go stryj. Swoje pierwsze zdjęcie zrobił domowej … kozie, za maturę dostał profesjonalny aparat FLEXARET. Miał tzw. kilka pomysłów na życie, chciał zostać: artystą - malarzem, operatorem filmowym, biologiem, miał epizod sportowy, ostatecznie zwyciężyła fotografia. Pracę zawodową zaczynał w Polskiej Żegludze Morskiej fotografując ludzi morza: marynarzy i rybaków. Później jako pierwszy w historii fotoreporter prasowy otrzymał etat w „GW”. Zasłynął jako autor czarno – białych zdjęć Rumunów koczujących na wysypisku w podszczecińskim Sierakowie. - Nie wiedziałem jak do nich dotrzeć, jak zyskać ich zaufanie. Zaprzyjaźniłem się z nimi kilka dni przychodząc bez aparatu i rozmawiałem, rozmawiałem, rozmawiałem. Potem już nie było problemu, gdy wyjeżdżali machali mi na pożegnanie jak dobremu koledze. Zdjęcia obiegły całą polską i nie tylko prasę. Twierdzi, że fotoreporter zawsze jest dziennikarzem, bo często wielokrotnie dokumentuje temat, rozmawia z bohaterami swoich zdjęć, pozyskuje informacje, cały czas czeka na odpowiednie ujecie, komponuje kadr itd.

Mówi o sobie, że jest starym, ale uczciwym fotografem. Fotografując różne, czasem dramatyczne zdarzenia nie robił tego za wszelką cenę. Kilka razy odkładał aparat i rezygnował. - Jest pewna granica, której nigdy nie przekraczam. Wykonuje od ponad 40. lat zdjęcia w szczecińskich teatrach i operze. Spędza wiele godzin na próbach i przedstawieniach. Te ujęcia zarówno pozowane jak i z tzw. akcji czyli robione w trakcie próby przedstawienia wymagają wielkiej staranności, precyzji i umiejętności pracy światłem. Trzeba mieć bardzo dobrze opanowany warsztat, a oprócz tego ogromną wrażliwość na żywych (bo cały czas będących w ruchu) aktorów, rekwizyty, kostiumy i dekoracje. Nazywa siebie malarzem światła. Jego zdjęcia dokumentują całe dekady szczecińskich wydarzeń artystycznych. Są stałą ekspozycją we foyer obu teatrów i opery.

Jest fanem pracy o czym świadczy jego dewiza: „ani jednego dnia bez zdjęcia”. Mimo swych 78. lat zachowuje bardzo dobrą kondycję, poczucie humoru i ogromną otwartość na ludzi. Kocha zwierzęta i przyrodę. Bywa i tak, że podczas swoich wędrówek po ulicach, parkach i lasach przenosi w bezpieczne miejsce  ślimaki i żaby, które nieświadomie wtargnęły na drogę i mogłyby stać się ofiarami szybko jadących rowerzystów. Długie godziny, bez względu na porę dnia czy nocy, pogodę (ładna czy brzydka) spędza, odpowiednio zakamuflowany, w leśnych chaszczach. - Bo trzeba wiedzieć, gdzie żeruje i jakim lotem porusza się dzięcioł lub bąk. Żeby zrobić to najlepsze ujecie trzeba mieć dużo samozaparcia, cierpliwości a czasem zwykłego szczęścia. Jego fotogramy przedstawiające uroki natury są prezentowane w kilku albumach fotograficznych. Aktualne zdjęcia prezentuje na swoim koncie na Facebooku. Gdy podczas spaceru na szczecińskiej ulicy lub w podmiejskim lesie miniemy starszego pana w kapelusiku z nieodłącznym aparatem w ręku to z pewnością będzie Włodzimierz Piątek.

Odpowiedź na pytanie o receptę na dobre zdjęcie ma taką:

- Widzieć światło. Reszta to technika.

Wiekiem się nie przejmuje. Kiedy usłyszał, że ma 78 lat, szybko poprawił:

- Za miesiąc 79.

Benefis Włodzimierza Piątka dn. 22 lutego 2018 zorganizował Zarząd SDRP „Pomorze Zachodnie” i Książnica Pomorska, gdzie to niezwykłe spotkanie się odbyło.

Przez wiele lat był fotoreporterem „Gazety Wyborczej”. Od ponad 40. lat wykonuje zdjęcia w Teatrze Polskim, Teatrze Współczesnym i Operze. Swoją dziennikarską przygodę z fotografią prasową zaczął od pracy w miesięczniku „Bryza”. Wcześniej, pierwszym obiektem jego fotografii była mała kózka.

Jest autorem zdjęć, które pokazują ważne wydarzenia w Szczecinie, fotografii o tematyce społecznej, artystycznej  i przyrodniczej.

Historia barwnego życia fotoreportera Włodka Piątka to także historia rozwoju technik fotografowania i wywoływania zdjęć. Opowiadał o tym z pasją, przy okazji prezentując sprzęt fotograficzny na jakim pracował. To kilkanaście aparatów fotograficznych od lat przedwojennych do współczesnych.

Zadeklarował, że jest samoukiem, którego nikt nie uczył. On jednak uczy innych. Chętnie przedstawił młodszych fotoreporterów, których nazwał swoimi uczniami.

Prowadzące ten benefis Anna Kolmer Przewodnicząca i Helena Kwiatkowska Wiceprzewodnicząca SDRP „Pomorze Zachodnie” dzielnie, choć dyscyplinowały gościa a to odnośnie korzystania z mikrofonu, a to - ograniczenia wątków opowieści i przeróżnych do nich dygresji.

- Piękne w naszej pracy jest to, że mamy kontakt z ludźmi – powiedział. Uważa, że fotoreporter jest dziennikarzem, a dobre zdjęcie warte jest nawet połowy kolumny w gazecie kosztem skrócenia tekstu.

Dla obecnych na benefisie przyjaciół, mniej i bardziej znanych znajomych równoległym bohaterem spotkania były prezentowane zdjęcia. Zabrakło czasu, by mógł opowiedzieć o każdym z nich.

Emocje i temperament fotoreportera tylko na chwilę wyciszały inne atrakcje benefisu, jak: projekcja filmu Małgorzaty Frymus „Historie z celuloidu” z Włodkiem Piątkiem w roli głównej oraz występy akordeonistów – Michała Wiśniewskiego i Kamila Pędziwiatra z klasy akordeonu Akademii Sztuki.

O tym, jak ważnym, cenionym i lubianym jest fotoreporter Włodzimierz Piątek świadczy kilkudziesięcioosobowa kolejka z kwiatami i upominkami, która ustawiła się do niego po zakończeniu dwugodzinnego spotkania.

Włodek Piątek ma tylko jeden autorski album zdjęć. To zdjęcia jeziora Siecino, ukochanego miejsca relaksu i odpoczynku, na fotografiach robionych w ciągu 30 lat.

Tekst: Elżbieta Karasiewicz

Foto: Robert Stachnik